\

 
Pokój recenzji
 

Janusz Korwin-Mikke. Polityk i gracz pokera - wywiad. Cześć druga

Poniżej prezentujemy drugą część wywiadu z Januszem Korwin-Mikke, który oprócz tego że jest politykiem jest całkiem niezłym pokerzystą. - I to nie był hazard? - Nie, bo zawsze wygrywał lepszy, a nie ten, który miał większe szczęście.

- Lepszy, czyli jaki? - Lepszy, czyli taki, który lepiej gra. Zwykle wystarczy 20-30 rozdań i już wiadomo, kto jest naprawdę dobry. Chodzi o bardzo szczególne umiejętności. Na przykład brydżyści dobrze znają matematykę, są dobrymi psychologami, opanowali elementy blefu, mają wyobraźnię przestrzenną.

- Spotkał pan kiedyś przy stole szulera? - O tak! Jest ich pełno. Nawet w szachach oszukują, ale najczęściej w pokera!

- W takiej sytuacji na Dzikim Zachodzie wyciągano rewolwery! A co pan robi? - Nigdy nie wpadałem w aż taki gniew. Gdy jest szuler przy stoliku, to po prostu zrywa się partię. Większą złość niż oszuści budzą we mnie ci, którzy nie dostrzegają moich finezyjnych zagrań! Z tego powodu byłem kiedyś przez dwa tygodnie wściekły na teściową.

- Jest pan uzależniony od hazardu? - Jeżeli gram w jakąś grę, to dla przyjemności... A jeszcze częściej dla pieniędzy. Ale nie dlatego, że muszę! Nie jestem od niczego uzależniony. Żadnych używek, papierosów, nic! Czasami miewam jednak pewne fantazje, żona świadkiem. Niedawno przez dwa tygodnie grałem po kilka godzin dziennie w kulki na komputerze. Znudziłem się dopiero wtedy, gdy osiągnąłem 10 tysięcy punktów.

- Studiował pan matematykę, ma pan umysł ścisły. Daje to panu przewagę nad przeciwnikiem w kartach? - Studiów matematycznych nie ukończyłem, bo nie spodobał mi się przedmiot fizyka matematyczna. Nawet nie poszedłem na egzamin. Matematyka się przydaje, choć znam świetnych karciarzy, którzy są z nią na bakier, ale nadrabiają za to niezwykłą wprost intuicją.

- A kobieta kiedyś pana ograła? - Zdarzało się, ale kobieta przy stole, w dodatku dobrze grająca, to prawdziwa sensacja. Kilka lat temu była świetna pokerzystka we Wrocławiu, ścisła czołówka w pokera w PolsceÉ Kobiety rzadko grywają w pokera, a ta była bardzo dobra.

- Dlaczego rzadko? Nie mają czasu, obiady muszą gotować, dzieci niańczyć? - Kobiety nie mają umysłu do matematyki...

- Stanowczo powiedziane. Nie boi się pan gniewu feministek? - Nic a nic, bo kobiety wcale się nie upierają, że dobrze znają matematykę. To brudna robota chętnie zrzucana na facetów. Równouprawnienie nie ma tu zastosowania, bo nie słyszałem o naciskach, żeby dajmy na to połowa szambonurków w Polsce to musiały być kobiety! Tak samo z matematyką. Kobiety mają zupełnie inne zdolności. Wiele lat temu byłem trenerem kadry narodowej kobiet w brydżu. Tam dokładnie widziałem różnice między kobietą a mężczyzną. Mężczyzna pyta, czy zagrał najlepiej, jak mógł. Kobieta - czy zagrała poprawnie, zgodnie z regułami. Na sto dobrych karciarzy mężczyzn przypada jedna kobieta.

- Zdarzało się panu nie siąść do gry, bo stawka była za wysoka? - Nieraz tak było. Pierwsza zasada to grać z ludźmi o podobnym statusie materialnym, bo inaczej można umrzeć na zawał. Ludzi, którzy źle wartościują pieniądze, sp\otkają same kłopoty. Pisałem o tym niedawno na moim blogu. Załóżmy, że jeżeli stracę milion złotych, to jakoś to przeboleję i zbytnio mój status materialny się nie pogorszy. A są ludzie, dla których 10 tysięcy to majątek. Ktoś taki z milionerem grać nie powinien.